Miłość bez granic czy makabra?

 Romeo i Julia, Dulcynea i Don Kichot, Scarlett O’Hara i Rhett Butler, Tristan i Izolda…  Historie ludzi, których połączyło gorące uczucie. Romanse całkowicie zmyślone, ale pięknie opowiedziane. Bo miłość to najpiękniejsze słowo świata. W imię miłości zdolni jesteśmy do niewyobrażalnych rzeczy. Chciałabym Wam opowiedzieć o miłości… Ale trochę innej, prawdziwej, która zaczęła się dopiero po śmierci…   Historia, którą chcę Wam przedstawić funkcjonuje w szeroko rozumianej popkulturze jako tak zwana legenda miejska, mit współczesny, mit miejski. Opowiadamy ją często przy ognisku lub w obozowym namiocie. Ma za zadanie zaciekawić i przerazić. Każdy gdzieś, kiedyś słyszał o młodej, pięknej kobiecie i mężczyźnie, który kochał ją mimo wszystko. Kochał ją do ostatnich dni i jeszcze długo, długo później… Jeżeli słyszeliście, to miejcie świadomość, że ta miłość i obsesja z nekrofilią w tle wydarzyła się naprawdę.

Pewnie zastanawia Was, dlaczego pochylam się akurat nad tą, dosyć makabryczną  opowieścią? Przede wszystkim, istotny jest tutaj kontekst i odbiór społeczny. Mamy wielką, jednostronną miłość, wręcz obsesję, śmierć i wszystko to, co wydarzyło się później. Ludzie bardzo różnie do tego podchodzą, od rozmarzenia nad pięknym, silnym uczuciem, przez rozbawienie i ironie, aż po przerażenie połączone z obrzydzeniem… Chciałam to jakoś zebrać i w oparciu o fakty przedstawić szerszej publiczności.

Zacznijmy od początku.

Kim byli Carl i Elena?

Carl urodził się 12 stycznia (niektóre źródła podają 8 lutego) 1877 roku w niemieckim mieście Drezden jako Georg Karl Tänzler. W 1920 roku ożenił się z Doris Shafer. Doczekali się narodzin dwóch córek (Ayesha – 1922r. i Crystal – 1924r.). W 1926 roku wyemigrował do USA. Później żona i dzieci dołączyły do niego (prawdopodobnie w 1927 roku). Carl podjął wtedy pracę technika radiologii w szpitalu w Key West na Florydzie, choć na początku imał się bardzo prostych zajęć. Co ciekawe, posługiwał się tam nazwiskiem Carl von Cosel. Podobno miało to związek z czasami dzieciństwa, kiedy to nawiedzała go w wizjach hrabina Anna Konstancja von Cosel. Niektóre szpitalne dokumenty Carl podpisywał nawet „Count (Hrabia) Carl von Cosel„. Takie imię i nazwisko figurowało również na dokumentach poświadczających amerykańskie obywatelstwo. Natomiast, nie istnieją żadne dowody, które mogłyby potwierdzić nadanie mu tytułu czy zmianę nazwiska. W akcie zgonu, wydanym 3 lipca 1952 roku w Pasco County na Florydzie, wpisano Carl Tanzler.

Niektóre źródła (plus oczywiście sam Pan Carl) podają, że Tanzler był spokrewniony z hrabiną von Cosel, a jego rodzina mieszkała w „Willi Cosel”. To podobno tam grasował duch hrabiny, udzielając młodemu Carlowi pewnych instrukcji… O hrabinie jeszcze będzie. Jej postać w wymiarze duchowym jest w tej opowieści dosyć istotna. A oto nasz bohater:

Miły starszy Pan, prawda?

Carl znany był z zamiłowania do nauki. Wszelkie nowinki chłonął jak gąbka. Interesowała go alchemia (rzekomo po genach hrabiny), lotnictwo, medycyna, matematyka, sztuka… Świat! Budował zielone pokoje, samoloty, organy, łódzie, rozmawiał z duchami, prześwietlał rentgenem… Człowiek renesansu.

A Elena?

Maria „Elena” Milagro de Hoyos urodziła się w 1909 roku, jako córka kubańskiego producenta cygar. Miała dwie siostry: starszą Nanę i młodszą Celię. W 1926 roku poślubiła niejakiego Luisa Mesę. Choć małżeństwo trwało aż do śmierci Eleny, to nieformalnie zakończyło się dużo wcześniej. W zasadzie cały czas mieszkała na Key West i ponoć uchodziła tam za lokalną piękność. Sami oceńcie:

Ludzie, którzy ją znali opowiadali, jak wplatała sobie czerwone róże we włosy i tak przemierzała ulice Key West przyciągając męskie spojrzenia.

Tyle wiemy o Elenie…

Historia miłości…

W tej opowieści dygresja goni dygresję, więc aby uniknąć chaosu i niedomówień, zacznę od tej trzeciej, od sprawczyni całego zamieszania.

Anna Konstancja von Brockdorff, znana jako hrabina Cosel, urodziła się w 1680 roku. Była faworytą króla Polski Augusta Mocnego. W roli faworyty spisywała się świetnie, kochankowie mieli razem trójkę dzieci. Jednak, jak to bywa w świecie władzy i siły, często dochodzi do zdrad politycznych. W jednym z takich spisków przeciwko królowi wzięła tez udział hrabina Cosel. Zamach się nie udał, a ukochana faworyta została odesłana do twierdzy Stolpen, by tam przebywać do końca swych dni… Nikt nie przewidział, że będzie żyła jeszcze pięćdziesiąt lat. Krążą plotki, mówiące o licznych próbach otrucia, które hrabina niweczyła dzięki znajomości wspomnianej wcześniej alchemii (przynajmniej tak twierdził Carl). W każdym razie hrabina w końcu zmarła, w 1765 roku.

Pewnie się zastanawiacie, co hrabina Cosel ma wspólnego z urodzonym ponad sto lat po jej śmierci Carlem Tanzlerem? Ma i to sporo.

Swatka hrabina.

Jak już wspomniałam wcześniej, młody Carl mieszkał w Willi Cosel i szczycił się pokrewieństwem ze słynną hrabiną. Jako niespełna dwudziestoletni mężczyzna, pochodzący z dość majętnej rodziny wykazywał ogromne zainteresowania naukowe. Rodzice chcąc pomóc synowi, zbudowali w jednym ze skrzydeł willi laboratorium i pokój do wykonywania zdjęć rentgenowskich tzw. Green Room. To właśnie tam pewnego razu nawiedza go duch. W końcu udaje się nawiązać z nim kontakt. Duch przedstawia się jako hrabina Cosel i pojawia się w towarzystwie młodej dziewczyny. Przekazuje Carlowi „cudowne wieści”. Hrabina mówi mniej więcej tak:

   Młody człowieku, wiem, że dużo się uczysz. Wykształcenie to ważna rzecz. Chcesz zbawiać świat – FAJNIE – ale trzeba pomyśleć o sobie, o przyjemnościach. Dlatego postanowiłam interweniować. Nie widzę kobiety przy Twoim boku, a powinieneś jakąś mieć. Ale nie martw się. Już wszystko zaplanowałam. Mam dla Ciebie idealną kobietę. (Wskazała na stojącą z tyłu młodą dziewczynę) Spodoba Ci się… Piękna, orientalna uroda, ciemne oczy, ciemne włosy, cudowna figura. Oszalejesz na jej punkcie, to będzie miłość Twojego życia… Tylko musisz ją spotkać…

Szu-kaj mnie… nananana…

I nasz zakochany bohater pojechał w świat szukać „kobiety idealnej”, poleconej przez ducha. Dostał wytyczne, miał jej obraz wyryty w głowie… Najpierw udał się do Indii. Niestety, nikogo z „wizji w Green Room” nie znalazł. Potem jakimś dziwnym trafem wylądował w Australii, gdzieś około 1901 roku. Działał tam jako wybitny specjalista od rentgena. 2 maja 1910 roku ponownie nawiedza go zjawa. Nie, tym razem nie hrabina Cosel, ale kobieta, którą hrabina dla Carla wybrała – ta idealna, orientalna – tylko w formie ducha. Kilka razy go tam nawiedza, rzekomo motywując do dalszych poszukiwań. Jedno ze spotkań przybiera nawet formę bardzo erotycznej gry… Zaczyna się robić dziwnie.

Mała dygresja:

Wszystko co teraz opisuje nie jest wytworem mojej wyobraźni czy wytworem wyobraźni źródeł, lecz pochodzi z zapisków Tanzlera. Prowadził on swój pamiętnik i notował w nim najważniejsze rzeczy… Dodajmy, dla niego najważniejsze… Pewnie dlatego nie ma tam ani słowa o żonie i córkach. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to można sobie przeczytać: Undying Love: The True Story of a Passion That Defied Death. Koniec dygresji.

W 1914 roku wybucha I Wojna Światowa. Niemcy są na cenzurowanym, więc Carl jako Niemiec trafia do obozu dla internowanych.  Tutaj mamy kilka niejasności, bo w pamiętniku Carl zaznacza, że jakimś cudem zdobył brytyjskie obywatelstwo i pracował dla Brytyjczyków, więc przynajmniej teoretycznie nie powinien trafić do obozu. W każdym razie, tam znowu nawiedza go zjawa, nawet się wtedy przedstawia, jako „Elena”. Ale obóz to nie pensjonat, nie można go opuszczać, więc ukochana musi poczekać. Tanzler spędza w „więzieniu” kilka lat, a czas zabija konstruując organy, łodzie i inne takie. Wojna się kończy, pobyt w obozie się kończy a Carl się żeni… Tak, dobrze słyszycie… Wziął ślub. Rodzą się mu dwie córki… Myślicie, że to koniec tej „duchowej obsesji”?

Aaa skąd.;)

W 1926 roku Carl wyemigrował do USA. Trafił do Key West na Florydzie, gdzie podjął pracę radiologa w U.S. Marine Hospital. To znaczy, najpierw tam sprzątał, a potem awansował na technika od prześwietlania ludzi. Rodzina dołączyła do niego rok później, ale o tym Carl nie wspomina. Z jego zachowania można wnioskować, że uważał się za kawalera.

Tenzler nie najgorzej funkcjonuje w USA. Radzi sobie całkiem nieźle. Pewnego dnia nadchodzi długo wyczekiwany moment. 20 kwietnia 1930 roku do szpitala w którym pracuje przychodzi młoda kobieta – Maria Elena Milagro del Hoyos. Carl patrzy jej głęboko w oczy i myśli sobie – To ONA! Obiecany przez hrabinę Cosel ideał. Znalazł ją.

Niestety, już na wstępie pojawiają się dwa problemy. Elena to mężatka, a w dodatku chora na gruźlicę mężatka. Carl się jednak nie poddaje. Wydaje się, że skoro własny stan cywilny mu nie przeszkadza zalecać się do innej kobiety, to jej stan cywilny tym bardziej. Prawdziwym problemem staje się gruźlica. Rozpoczyna się dosyć nietypowy taniec godowy, połączony z dziwnymi próbami wydarcia ukochanej z łap śmiertelnej choroby. Carl próbuje wszystkiego… Naświetla rentgenem, robi zastrzyki, mikstury, aplikuje nowatorskie leki, a przy okazji podrywa. Kupuje biżuterię, suknie, wykwintne jedzenie… Nawet samolot dla niej zbudował. Nazwał go „Hrabina Elena”:

 

Ta piękna maszyna miała zabrać Carla i Elenę do Australii w ich podróż poślubną (Może się nie znam, ale samolot, któremu brakuje skrzydeł raczej latał nie będzie.). Przynajmniej taki podróżniczy plan zrodził się w chorej głowie naszego bohatera. Dodajmy, że nie był to najgorszy pomysł, który postanowił wcielić w życie… Ale o tym za chwilę. Jak się później dowiemy, przydała mu się ta konstrukcja tak czy inaczej.

Co na to Elena?

Postać Eleny znamy jedynie z opisów i sposobu w jaki przedstawia ją Carl. Jest to obraz wyidealizowany i nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością. Tanzler uważał, że Elena kocha go równie mocno, choć przez chorobę nie może w pełni tego okazać.

Pani Hoyos była młodą kobietą, która przede wszystkim kochała męża. Mąż ze względu na chorobę ją opuścił, więc czuła się zraniona i odrzucona. Natomiast, nie szukała zastępstwa, a już na pewno nie szukała mówiąc kolokwialnie, jakiegoś nawiedzonego dziadka z rentgenem w oczach i samolotem z drewna w ogródku. Tanzlera traktowała jak lekarza, przyjaciela, a jego awanse wprowadzały ją w zakłopotanie. Nie miała kobieta szczęścia, ale też nie miała wyboru, więc Carl stawał się jej bliższy niż sądziła. Kiedyś powiedział:

   Elena, mogę dać ci więcej niż ktokolwiek w twoim wieku. Mogę dać ci swoją naukę, swoje doświadczenie, swoje poświęcenie w ratowaniu twojego życia, to i dużo więcej. Dam ci moją NIEŚMIERTELNĄ MIŁOŚĆ!

Tak, droga Eleno, to właśnie wtedy trzeba było uciekać. Nieśmiertelna miłość to słowa klucze całej tej makabrycznej historii.

Śmierć ukochanej.

W końcu nastąpiło to, co było nieuniknione. Nie pomogły naświetlania, drogie mikstury i modlitwy… Cały wysiłek na nic. 25 października 1931 roku Elena umiera. Tuż przed śmiercią, cytując za pamiętnikiem, mówi Carlowi tak:

   Umieram. Jedyne co mogę Ci zostawić to moje ciało. Jestem chora więc nie mogę Cię poślubić, ale zajmiesz się moim ciałem, gdy umrę?

Zajął się… Choć nie w sensie o jaki chodziło Elenie. W każdym razie, na początku mamy pogrzeb, rozpacz rodziny i Carla… Grób, żałobę i tak dalej. Ciało Eleny nie zdążyło jeszcze dobrze ostygnąć, a Tanzler już uskutecznił część swojej obsesji. W zamian za zachowanie przez rodzinę Eleny podarowanych jej sukni i biżuterii wymógł na bliskich, by pozwolili mu spać w jej pokoju, w jej łóżku… Prawdopodobnie. tym, w którym umarła.

Co do samego ciała… Carl wybudował mu grobowiec:

Warto dodać, że oczywiście sam skonstruował to cudo. Elena krótko po pogrzebie została wydobyta z grobu i na czas budowy przeniesiona do Lopez Funeral Home (rodzaj tamtejszego domu pogrzebowego). Tam, często pod osłoną nocy odwiedzał ją Carl.

Tanzler szybko ukończył swoje dzieło i Elena zamieszkała w nowym grobowcu. Carl w zasadzie każdego dnia ją odwiedza, prowadząc ożywioną konwersację z duchem. Oczywiście, jest to monolog. Noce spędza w domu rodziców Eleny, w jej łóżku. Taki układ funkcjonuje 18 miesięcy. Potem wszystko się zmienia. Jedni powiedzą, że teraz zaczyna się makabra, inni, że spełniają się marzenie Carla o pięknej miłości.

Miłość, serenada i szpachla…

18 miesięcy po śmierci Eleny, Carl siedzący przy jej grobowcu słyszy głos. To ukochana prosi, by ją zabrał do domu, bo w trumnie zimno, ciemno i smutno. Carlowi nie trzeba dwa razy powtarzać. Bierze jakiś skrzypiący wózek i 24 kwietnia1933 roku wykrada jej ciało z grobowca. Całe wydarzenie wzbogaca kulturalnie, śpiewając serenadę po hiszpańsku. Nie dlatego, aby powiadomić wszystkich, że właśnie wykrada ciało… Nie, chodzi o to, by duch Eleny podążył za jej szczątkami… Przyznam się, że kiedy o tym usłyszałam, nie mogłam przestać się śmiać. To właśnie motyw serenady skłonił mnie do pochylenia się nad historią „Carla von Cosel”. Śpiewał, śpiewał i pchał ten wózek, a duch nie chcąc pozostać sam w pustym grobie pomykał za nimi. Carl nawet sugeruje w pamiętniku, że na cmentarzu czuł się jak Pan Młody, który wraz z Panną Młodą (ciałem Eleny na wózku) jest odprowadzany przez weselników (inne duchy).

Tanzler przywiózł ciało do swojego domu. Najpierw przez kilka dni przechowywał je w samolocie (w końcu obiecał jej kiedyś, że polecą razem do gwiazd). Potem przeniósł ją do domu i odwinął z tych wszystkich prześcieradeł. Widok nie wzbudzał entuzjazmu. Cytując pamiętnik… Elena była w dramatycznym stanie, zapadnięta, niekompletna, wysuszona, zaniedbana, zniszczona i brudna. Carl stwierdził, że będzie musiał się ostro zabrać do pracy, by ją przywrócić do stanu używalności. Jak pomyślał tak zrobił.

Za pomocą elementów z wieszaka i strun fortepianowych połączył kości. Ubytki w skórze wypełnił jedwabiem, uprzednio nasączonym woskiem oraz szpachlą… Taką zwykłą, budowlaną. Oczy zastąpił szklanymi gałkami. Z pozostałych włosów i tego co kiedyś podarowała mu matka Eleny zrobił perukę. Szedł jak burza… Niestety, rozkład postępował. Nieprzyjemny zapach rozkładającego się ciała Carl tuszował perfumami. Było to o tyle istotne, że spali w jednym łóżku.

Romans trwa.

Pewnie zastanawiacie się, jak wyglądała Elena po tych wszystkich zabiegach upiększających, które zafundował jej zakochany „hrabia Carl von Cosel”. Wyglądała tak:

 

Co kto lubi… Dla Carla była piękna. Romans rozkwitał. Spali w jednym łóżku. Elena nauczyła się niemieckiego. Gdy Carl grał na własnoręcznie wykonanych organach, ona śpiewała piękne, niemieckie pieśni (chciałabym to zobaczyć.;). Ukochany obsypywał ją prezentami, robił śniadania, zabierał na romantyczne wycieczki, gdzie pływali razem w łódce, kontemplując otaczającą ich naturę, a potem wracali do domu… Carl gotował ukochanej kolację i perfumował, perfumował, perfumował… Jeżeli myślicie, że nekrofilia ograniczała się do mumifikowania zwłok i perfum to jesteście w błędzie. Nekrofilia to nekrofilia. On z tymi zwłokami uprawiał seks! Zamontował w pochwie specjalną rurkę i tak sobie radził. Siedem lat sobie radził, bo przez siedem lat funkcjonował z tym ciałem.

Pewnie funkcjonował by dłużej, ale ludzie gadali… W końcu plotki dotarły do rodziny Eleny. Wszystko wydało się, kiedy siostra Eleny – Nana – poprosiła Carla o otwarcie grobowca. Tanzler po prostu zabrał ją do domu i pokazał jak „szczęśliwa Elana” spokojnie pije kawę i czyta gazetę. Łatwo się domyślić, szybko przyjechała policja i Carl został aresztowany. Spędził w więzieniu jakieś dwa tygodnie… Sędzia tak się wzruszył piękną historią miłości, którą przedstawił mu oskarżony, że zdecydował o zwolnieniu. Dodajmy – jeszcze wtedy nie wiedziano o rurce w pochwie… Może wyrok byłby inny? Myślicie, że Carl odpuścił?

Nie miał już ciała Eleny, które zostało pochowane w sekretnym miejscu, ale miał jej maskę pośmiertną. Na podstawie tej maski wykonał sobie kukłę ukochanej. Ta kukła towarzyszyła mu do ostatnich chwil życia. Carl zmarł w połowie 1952 roku.

Piękna miłość czy makabra?

Pomijając wszelką ironię i sarkastyczny ton momentami tutaj uskuteczniany… Jest w tej historii coś wzruszającego. Sami powiedzcie? Tak ją kochał, że z grobu wydobył i w jedwabie otulił. Tak ją kochał… Może to ta żelazna konsekwencja z którą Carl poszukiwał swojej prawdziwej miłości. Może to upór i determinacja, gdy dzielnie walczył z kolejnymi fazami rozkładu. Chciałabym wierzyć, że nie choroba nim kierowała. W całej opowieści zaskakuje spójność pewnych elementów… Ta hrabina Cosel, te podróże, zjawy latające za nim po wszystkich kontynentach, spotkanie z ukochaną i śmierć, która niczego w jego uczuciach nie zmienia. Walczył by żyła, leczył ją, ale nie poddał się nawet po śmierci… Tak ją kochał…

Mimo wszystko, nikomu nie życzę takiej miłości.

Jeżeli macie ochotę, napiszcie co o tym myślicie.;)

 

Źródła:

http://www.obliczakultury.pl/publicystyka/felietony-i-eseje/2773-hrabina-cosel-miedzy-prawda-a-fikcja

https://en.wikipedia.org/wiki/Carl_Tanzler

http://www.atlasobscura.com/articles/morbid-monday-the-macabre-romance-of-a-man-and-a-mummy

Youtube: [https://www.youtube.com/watch?v=miniQB0hh5I&t=2327s]

Youtube: [https://www.youtube.com/watch?v=Z3uz8lfzu8c&t=240s]

Youtube: [https://www.youtube.com/watch?v=USfS_XKtaD8]

Youtube: [https://www.youtube.com/watch?v=NW7jzjOkJwE&t=766s]

2 thoughts on “Miłość bez granic czy makabra?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *